Archiwum: Ceremonia

Wyobraźcie sobie miejsce, które inspiruje każdą deską, krzesłem i płytką. Wyobraźcie sobie jeszcze bardziej inspirujących ludzi – starszych, młodszych, muzyków, grafików, barberów – przezdolne osobniki. Dołóżcie też mocne rodzinne więzi, morze miłości i brak zadęcia. Acha, i najważniejsze – trochę Wesa Andersona.
To był jeden z tych ślubów, na które czekaliśmy jak na dobry koncert. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce serca waliły nam jak oszalałe. W końcu mieliśmy okazję pracować w Ceglarni (choć byliśmy tam już na sesjach, ale wiadomo – to nie to samo), jednym z najfajniejszych miejsc na śluby w Wielkopolsce.
To nie jest tak, że na ślubie wszystko musi być kupione, idealne i drogie. Kiedy masz wokół siebie tak genialnych przyjaciół i wspierającą Cię rodzinę, do pomocy wystarczą ich dłonie i trochę kreatywności. Od rana w stodole składały się serwetki, wieszały wstążki i układały zbierane przez długi czas tematyczne rekwizyty nawiązujące do ulubionych filmów Wesa Andersona. Tam nie było chyba ani jednej osoby, która nie była zaprzyjaźniona z Monią i Kajem, sytuacja idealna!
Na przystawkę można podać pasztet albo carpaccio z buraka. Można też podać najlepsze na Świecie pączki, robione przez przyjaciółkę w malutkim lokalu na Oleandrów 8 w Warszawie. Można założyć szarą suknię zamiast białej, do ślubu pojechać samochodem z otwartym dachem, wyjść na deszcz nie przejmując się fryzurą i makijażem, zapuścić wąsa i tańczyć do dźwięków harmonijki zamiast Zenka Martyniuka. Zawsze jest wybór.

Nie mogliśmy doczekać się, aż pokażemy Wam ich ślub, realizację totalnie bliską naszym sercom i temu, co nam w duszy gra. Dla takich ludzi warto moknąć, dla takich ludzi warto zarywać noce, dla takich ślubów warto prowadzić ślubną krucjatę w Polsce od ładnych kilku lat. Dziękujemy!

wesele: Ceglarnia / Jarosławk
koordynacja: Pretty Little Weddings
suknia: Rara Avis / Madonna Warszawa
makijaż: Bartek Osowczyk
włosy: Maciej Wróblewski
kwiaty: kuzynka Moni / Kwiaciarnia Pracownia Florystyczna Pasja I Styl
garnitur: Zara Men
samochód: Stylowa Bryka
zespół: Vogue Band

(więcej…)

To będzie kolejny wpis o zachwycie nad Dolnym Śląskiem. Tak, to nasza ulubiona część Polski, tak tam jest magia w czystej postaci. Uważamy, że ten region niczym nie odbiega od najpiękniejszych miejsc na Świecie!
Anja i Krzysztof na swój ślub wybrali zjawiskowy Pałac Kamieniec, miejsce o którym nadal wie niewielu i mamy nadzieję, że teraz to się zmieni. Cudownie klimatyczne, zaprojektowane i odnowione, idealnie wpasowuje się w okolicę. Na każdym piętrze i w każdym pokoju można znaleźć małe smaczki, które ten klimat tworzą. A sama Anja… Wow, to jedna z naszych najbardziej oryginalnych Panien Młodych w karierze (i dla nas kwintesencja nowoczesnej stylistki ślubnej). Asymetryczna suknia od Agaty Wojtkiewicz podkreśliła jej nietuzinkowy, graficzny styl i nienaganną figurę. Nawet welon był nieszablonowy!
Krzysiek jest niezwykle stylowy, uśmiechnięty i ciepły a w dodatku to jeden z najlepszych skoczków przez przeszkody w Polsce, nie mogło zatem zabraknąć „końskiego” prezentu od gości (patrzcie życzenia ;)).
Ceremonia odbyła się w pobliskim kościele, który wygląda jak żywcem wyjęty z włoskich miasteczek, surowy, z niezwykłym światłem i piękny w swej prostocie. Nie można więc było pojechać do niego inaczej niż niebieskim kabrioletem z welonem rozwianym wiatrem :D.
A jak było na samym ślubie? To najlepiej oddadzą zdjęcia. Z naszej strony możemy powiedzieć, że było pięknie, bez przepychu i z ogromną klasą. W dodatku w gronie najbliższych ludzi, którzy wiedzą jak dobrze się bawić. Zapraszamy do oglądania!

(więcej…)

Z miłości i z miłością można wiele.
Można ciągnąć kogoś za nos, można przeprowadzić się do Chin i nauczyć się mówić po chińsku (nawet jeśli jako pierwsze pozna się wszystkie słowa dotyczące jedzenia ;)), można jechać prawie sto kilometrów z siatką słodyczy, kiedy drugiej osobie smutno. Fajny Mąż, prawda?
Anię i Filipa znamy od lat, to kolejny ślub przyjaciół, który mogliśmy uwiecznić. Spędziliśmy ze sobą wiele czasu, mamy mnóstwo wspomnień, Ania jest dla nas jak „Córka”. Znamy większość rodziny, grillowaliśmy razem, jedliśmy pyszne rzeczy przygotowywane przez Mamę Dorotę (Mamę Ani), śmialiśmy się do łez ze śmiertelnie poważnych dowcipów Taty Witolda (leżenie tutaj mnie męczy), a Babcia Dancia, która prowadzi genialnego bloga z recenzjami książek, umila zawsze nasze pobyty rozmowami i ciekawymi spostrzeżeniami. Tam naprawdę odpoczywamy, tam czujemy się jak u własnej rodziny, tam śmiejemy się, robimy zdjęcia i chodzimy po lesie.
Sierpniowy dzień pachniał mięta i różami, a czas wypełniały niezwykłe niespodzianki przygotowane przez bliskich Ani i Filipa. Rodzice i Dziadkowie odczytali Im przepiękną historię „Dwoje Ludzi”, dali także kufer z posagiem (wypełniony pamiątkami rodzinnymi, książkami i potrzebnymi w nowym życiu sprzętami). Kościół także wybrany był sentymentalnie – tam brali ślub Rodzice.
Ile znacie Panien Młodych, których ulubionym daniem jest tatar? Piękna i eteryczna Ania, powiedziała, że może zabraknąć wszystkiego, ale nie tatara! O genialna papeterię (łyski Sroki i Grądzielówka skradły nasze serca) na czele z zaproszeniami zadbała przyjaciółka Sroki – Laura, która w końcu dała się namówić na stworzenie marki, zajrzyjcie do niej koniecznie! Piękne kwiaty (to wasz najlepszy bukiet!) dostarczyła INNA Studio, a DJ Polska rozkręcili wesele. Było lekko, kwiatowo i na luzie, czyli tak, jak lubimy. A teraz czekamy na wielki powrót z Chin!

(więcej…)

Ciepła, wrześniowa sobota wypełniona była cudownymi ludźmi. Po raz kolejny mogliśmy być świadkami jak silna może być relacja z rodziną. Babcia Marysia stanowiła silną oś przygotowań Martyny. Ciepła, piękna, cudownie zabawna rozświetlała ten dzień. Nie bez powodu pokazujemy Wam ten reportaż właśnie dziś. To była wielopokoleniowa i piękna opowieść o sile kobiet. Wiecie, że przed wyjazdem na ceremonię Babcia Marysia powiedziała Karolinie, że w tej sukience była na ślubie swojej córki? Nie mogliśmy wyjść z podziwu.. i nad Jej gustem i nad pielęgnowaniem tradycji. Bo rzeczy i przedmioty też mogą mieć siłę, muszą jedynie nieść za sobą historie ludzi, wtedy są naprawdę ważne.
Uśmiech jako motyw przewodni – tak dosłownie i w przenośni moglibyśmy podsumować ślub Martyny i Sergiusza. Nie ma chyba osoby, która patrzy na nich i przejdzie obojętnie. Specjalnie dla nich świeciło słońce, a ciepła noc wcale nie zachęcała do szalonych tańców. Były za to długie rozmowy, spojrzenia i uśmiechy. Było klasycznie, elegancko ale niewymuszenie. Było po prostu idealnie :).

(więcej…)

Dziś nie będzie słodko i pastelowo, dziś będzie z pazurem! Izę znamy od kilku dobrych lat. Była pierwszą fotograficzną Muzą Karoliny i zrobiły razem niejedną sesję. Kiedy napisała w sprawie ślubu strasznie się ucieszyliśmy. Niestety termin była już zajęty, jednak los chciał, że kilka miesięcy później zwolnił się i mogliśmy sfotografować ten zakręcony dzień.
To, że nie będzie standardowo wiedzieliśmy od początku – w końcu to Iza ;). Szaleńcze przygotowania, które trwały niecałą godzinę (łącznie z makijażem i „zmianą” fryzury przez którą właśnie był poślizg), minimalizm w dekoracji, stylizacji i atrakcjach. Dwóch rosłych świadków, trzykrotne (!) obcinanie dołu sukni na żywo, chodzenie po mokrej trawie, breakdance i dobra muzyka. To miała być genialna zabawa z najbliższymi ludźmi, w nowoczesnych miejscu (swoją drogą polecamy SPOT. z całego serca, to jedno z najpiękniejszych miejsc w Poznaniu na mniejsze wesela). W końcu czego więcej potrzeba w dniu ślubu? Najpiękniejsze jednak jest w tym wszystkim to, jak Iza i Mat okazują sobie uczucia. Są szczerzy, spontaniczni, piękni. Dziękujemy Wam!

ślub: Parafia św. Wojciecha, Poznań
wesele: SPOT. Poznań
makijaż: Natalia Charłan
suknia: Anna Lachor
buty: Jimmy Choo
bukiet i oprawa florystyczna kościoła: INNA Studio

(więcej…)

Kiedy napisała do nas Agata przecieraliśmy oczy ze zdumienia i mówiliśmy sobie, że na pewno nas nie wybierze (jednocześnie trzymając kciuki do granic). Ślub pod Paryżem? My? We Francji? A jednak stało się. Po kilkunastu mailach, wielkim planowaniu, kupowaniu biletów, kombinowaniu z terminem (co również jest zabawną historią, bo cały czas lawirowaliśmy między dwoma datami i ostatecznie to my wskazaliśmy datę ślubu, która okazała się być urodzinami Mena) padło na 30 lipca 2016. Baliśmy się wszystkiego – czy dolecimy, czy damy radę, czy dogadamy się z rodzinami, które nie mówią po angielsku, czy odnajdziemy się w nowym typie ślubu i wesela. To była jedna wielka droga w nieznane, jednocześnie przerażająca i ekscytująca. Trafiliśmy jednak na cudowną Parę, z otwartymi umysłami i genialnymi pomysłami.

Poznaliśmy się na sesji narzeczeńskiej, którą wykonywaliśmy na pięknych Kaszubach i w bliskim sercu Agaty Sopocie (z Sopotu pochodziła jej ukochana Babcia, genialna artystka Jadwiga Lesicka). Ślub był więc mieszanką polsko-francusko-madagaskarską ze sztuką (malarstwem, architekturą i rysunkiem) w tle. Zostaliśmy przyjęci niezwykle ciepło, jedliśmy pyszne dania (od genialnej jajecznicy Agaty, przez słodkie śniadania i najpyszniejsze sery, aż po makaroniki wujka Gillesa, które były lepsze niż Hermés i Ladurée razem wzięte (wiodące marki paryskich makaroników). Agata i Men pokazali nam swój świat, ugościli w swoim klimatycznym mieszkanku, oprowadzili po Paryżu i poświęcili nam wiele swojej uwagi.

30 lipca przebiegał w spokojnej i zabawnej atmosferze. Odkryliśmy jedno – nieważne, czy masz ślub czy jakąkolwiek inną, ważną okazję, obiad i deser muszą zostać zjedzone (nawet kosztem spóźnienia, co się stało ;)). Dzień wcześniej rozdzieliliśmy się – Michał został z Menem, a Karolina pojechała z Agatą i spotkaliśmy się dopiero w merostwie (odpowiednik naszego urzędu stanu cywilnego). Oczywiście przez wspomniany wyżej obiad i poślizg biedny Men musiał pewnie zastanawiać się, czy ślub w ogóle się odbędzie, choć w międzyczasie złapał super ważnego Pokemona (tak, to był ten okres), więc była to dobra wróżba ;). Większość dekoracji została wykonana ręcznie, z pomocą przyjaciół (i drobnym wkładem Karoliny w klejenie białych kwiatów na baner w samochodzie :D). Chyba największe wrażenie zrobiła na nas suknia Agaty. To nasza pierwsza Panna Młoda w… szortach! Dodawana krótsza i dłuższa spódnica było tylko opcją, możliwe było ubranie samego kombinezonu (a te z kolei są ulubionym typem ubrania Agaty, więc starała się znaleźć taki i na swój wielki dzień!). Po ceremonii udaliśmy się na Cocktail Party, w czasie którego toczyły się rozmowy, na stołach leżały urocze małe przystawki, kelnerzy roznosili wino, a my robiliśmy zdjęcia z przyjaciółmi i rodziną Pary. Później część gości pojechała do domu, a reszta udała się na przyjęcie. Było niezwykle wzruszająco, bo dużą część czasu zajęły przemowy, prezentacje i niespodzianki od rodzeństwa oraz przyjaciół. Wielkim zaskoczeniem był pierwszy taniec, który odbył się dopiero około 00:30. Zamiast tortu podano eklerki z malinowym i czekoladowym kremem (no poza mini tortem dla Mena z okazji urodzin).

Nasze lęki okazały się więc bezpodstawne, było super pozytywnie i nawet, kiedy z częścią gości porozumiewaliśmy się jedynie przy pomocy uśmiechów, to dało się wyczuć wielką sympatię kierowaną w naszą stronę. Najlepszym podsumowaniem niech będzie to, że kiedy przekraczaliśmy bramki na lotnisku Karolina płakała ze szczęścia.
A na samym końcu niespodzianka – najbardziej urocza opinia jaką kiedykolwiek dostaliśmy. Agata zaangażowała swojego Tatę, żeby napisał dla nas po polsku ich słowa <3.

(więcej…)