Kasia i Piotrek - magiczny ślub w plenerze

O tym ślubie moglibyśmy pisać i pisać.. Kasia i Piotrek to dwójka niezwykłych, artystycznych dusz. Najważniejsi są dla nich są przyjaciele, rodzina oraz przedmioty z historią. Cały ślub był DIY, na działce przyjaciółki Pary. Od rana dziewczyny układały kwiaty a chłopaki przygotowywali namioty, sałatki i mięso na grilla. Kasia to niezwykle utalentowana graficzka, (właściwie nie ma dla niej chyba dziedziny, w której by sobie nie poradziła) papeteria, plan stołów, genialne drogowskazy, florystyka, część ciast, opaska na włosy, pudełko na obrączki oraz wiele innych to jej dzieło. Wszystko było tak piękne i spójne, jakby wyszło spod ręki dekoratorów. Nie można zapomnieć o wkładzie Mamy, która upiekła ciasteczka z kandyzowanymi fiołkami i przepiękny naked cake, a przepyszne nalewki jej autorstwa (morelowa!) zastąpiły tradycyjne alkohole. To był kolejny ślub, na którym poczuliśmy się, jakbyśmy przyszli do swoich znajomych. Siedząc przy wspólnym stole i popijając lemoniadę rabarbarową poznawaliśmy przyjaciół Kasi i Piotrka a zdjęcia robiły się same..
Zwykły album do nich nie pasował, dlatego też na pierwszej stronie znalazł się cytat live long and prosper, w końcu ich pies wabi się Worf ;). A żeby nie było tak idealnie to.. ślub przesunął się o pół godziny przez bukiet, który trzeba było ułożyć. Kasiu, Piotrku, dziękujemy za ten dzień.
Wybaczcie ilość zdjęć detali ale nie można było ich nie pokazać :).

Zapraszamy też na bloga Kasi: https://antilight-craft.blogspot.com/

001_K_P Więcej Info


Joanna i Łukasz plener

Dziś będzie krótko i na temat - zapraszamy Was do obejrzenia sesji plenerowej Asi i Łukasza. Ach, jaka to jest Para :).

florystyka: INNA studio
tabliczki Bride & Groom: Ilustratyw
suknia: Rosa Clara

001_A_L
002_A_LWięcej Info


Michalina i Tomasz - sesja narzeczeńska

Kraków to miasto ze szczególną dla nas historią. Kilkanaście razy w roku Karolinę ogarnia wielki smutek i tęsknota za miejscem, w którym wszystko się zaczęło. Tu powstawały nasze pierwsze, wspólne, fotograficzne projekty i tu chyba na dobre się w sobie zakochaliśmy. Niestety nie mamy już okazji bywać w nim zbyt często, dlatego zawsze niezmiernie cieszymy się gdy taka możliwość zaistnieje.
Sesja w Krakowie marzyła się nam od dawna i choć ciężko zamknąć w kilkunastu klatkach magię tego miejsca spróbowaliśmy razem z Michaliną i Tomaszem i nieskromnie powiemy, że uważamy tę próbę za udaną. Wszystko za sprawą naszych „Dzieciaków” (jak nazwaliśmy ich jeszcze zanim się poznaliśmy), światła, które nadal nam sprzyja oraz kilku niezwykłym miejscom, które odwiedziliśmy.
Michalina zachwyciła nas sarnimi oczami oraz pasją do literatury i zwierząt. Tomasz z kolei uwielbieniem do muzyki oraz opowieściami o swoim Dziadku. Torba, którą widzicie na pierwszych zdjęciach należała do niego. Wiedzieliśmy, że sesja musi nawiązywać do ich zainteresowań, jednocześnie pozostając w lekko vintage klimacie. Uwielbiamy słuchać Waszych historii bo uważamy, że dobre zdjęcia wymagają indywidualnego podejścia.
Michasiu, Tomku, czekamy z niecierpliwością na sierpień bo wiemy, że ten ślub będzie równie wyjątkowy jak Wy. :)

Dziękujemy Eszewerii za możliwość wykonania zdjęć we wnętrzach.

misza_001 misza_002 Więcej Info


Bridelle Weddings

Pojawiliśmy się w wydaniu specjalnym Bridelle Wedding razem z mnóstwem cudownych, polskich fotografów ślubnych. Ślub Kurek został okrzyknięty przez czytelników Bridelle najpiękniejszym polskim ślubem roku 2014. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy oddali na nas głos! Mamy nadzieję, że nowy sezon będzie obfitował w równie piękne realizacje. Zaczynamy już za 3 tygodnie i nie możemy się doczekać!

Nasz zwycięski ślub możecie znaleźć na stronie 294 pod tym linkiem Bridelle Weddings, zapraszamy do oglądania.

BESTwc1


Kurki - ślub w lesie

Dzisiaj będzie wyjątkowo :) Dziś o swoim wielkim dniu opowie sama Panna Młoda! To najdłuższy wpis na naszym blogu ale warto przeczytać go do samego końca. Nic nie dopełnia zdjęć tak bardzo jak emocjonujący opis bezpośrednio zaangażowanych w ślub osób. Zapraszamy!

 

Na nasz ślub zdecydowaliśmy się spontanicznie, tak spontanicznie jak tylko można podjąć taką decyzję po osiemnastu latach. Od początku do końca miała to być nieformalna impreza i okazja do spotkania z naszymi bliskimi.

Wybór miejsca ślubu i wesela był dla nas oczywisty – moi rodzice są właścicielami przeuroczej Agroturystyki – Gzinianka. Nie było innej opcji jak wesele w Domu. Domu przez duże D, bo po wyjeździe z Polski to jest właśnie ten Dom, do którego się wraca. Historia, którą będziemy pewnie przytaczać przez resztę życia jako anegdotę, zdarzyła się dokładnie na tydzień przed ślubem. Przez Gziniankę przeszło tornado. W pięć minut roczne przygotowania rodziców, pielęgnowane kwiaty, malowany trawnik ;) – wszystko to zostało przywalone połamanymi drzewami i grubą warstwą liści… Śmialiśmy sie, że jeśli wierzyć w znaki to chyba właśnie teraz ktoś próbuje nam coś powiedzieć. Ale nie posłuchaliśmy, następny tydzień odgruzowywaliśmy Gziniankę.

W sobotę pogoda była piękna. Wszyscy od rana byliśmy w biegu (dosłownie) - dekorowaliśmy salę, ktoś jechał po brakujące zakupy, goście, którzy przyjechali wcześniej z UK pomagali wiązać kokardki, układać kwiaty. Maciej dekorował altanę w lesie (niespodzianka dla mnie) - istny cyrk.

Na szczęście ja musiałam uciec “zrobić sobie głowę” a potem “zrobić sobie twarz”. Po powrocie szybko wbiłam się w sukienkę (o Niej za chwilę), ścięłam dzikie róże na bukiet (szczęśliwie kilka ocalało) i naprzód!

Więcej Info