Tagi: ślub plenerowy

Kiedy napisała do nas Klara byliśmy bardziej niż szczęśliwi, w końcu jej zdjęcia oglądaliśmy nie raz i bardzo lubiliśmy. Później przyszło lekkie przerażenie jak to będzie, czy sprostamy wymaganiom, czy zdjęcia się spodobają?
Wiedzieliśmy, że ślub Klary i Tomasza będzie perfekcyjnie zorganizowany, pełen niezwykłych ludzi, detali, miejsc. To wszystko oczywiście się spełniło, ale nie było najważniejsze. W ten chyba najgorętszy dzień wakacji spotkaliśmy się w Warszawie i w luźnej atmosferze pełnej uśmiechów, przyjaciół i rodziny robiliśmy zdjęcia.
Rozmowom nie było końca, dziewczyny chodziły w wiankach plecionych w ogrodzie przed restauracją, ludzie niespiesznie witali gorącą, świętojańską noc. Zderzenie nowoczesnego miasta z polską tradycją było jednym z najciekawszych elementów tego ślubu. Nie sposób nie wspomnieć tu o genialnych Druhnach Klary, które towarzyszyły nam przez większą część przygotowań. a później swoim genialnych humorem rozświetlały wesele.
Album Pary ozdobiła sentencja: Midsummer Night’s Dream i to jest najlepsze podsumowanie tego ślubu. Było niespiesznie, wakacyjnie, lekko i przepięknie. Jak we śnie.
Dziękujemy za ogromne zaufanie, spełnienie naszych dużych i małych marzeń, zrozumienie i Waszą piękną miłość, którą mogliśmy fotografować.

0001-klar-tom 0002-klar-tom 0003-klar-tom (więcej…)

Witamy po dłuższej przerwie i ruszamy z publikacją materiałów z tego roku. Uwierzcie, że będzie co pokazywać. Mamy dopiero lipiec a my jesteśmy tak powaleni waszymi pomysłami, że aż nie wiemy od czego zaczynać pokazywanie. Zaczniemy więc może od początku ;).

Ślub Kasi i Mikołaja był naprawdę bajkowy. Fotografowie, wielbiciele kotów (Lutka, pomimo zawstydzenia chyba jednak lubi zdjęcia ;)), Gry o tron i pasteli. Esteci, przemili i skromni ludzie, fajni kompani do rozmów. Swoją wizją zrobienia kwietniowej uroczystości w sadzie rozłożyli nas na łopatki. Chyba bardziej powalająca była już tylko myśl, że robimy zdjęcia dla innych Fotografów (z Kasią kojarzymy się zdjęciowo od wieeelu lat).
Większość dodatków wykonali sami. Zbierali lawendę na Lisim Polu, która zawisła na sali w postaci wieńców, była prezentem dla gości oraz ozdobiła bukiet Kasi (a także plenerowy wianek), przygotowali miejsce wesela, nadając mu niezwykły klimat, a ich stylizacja to już totalne mistrzostwo (liliowa suknia i kocie dodatki!).
Sady postanowiły w tym roku zrobić psikusa i nie zakwitnąć w najważniejszym momencie. My za to zrobiliśmy psikusa sadom i postanowiliśmy się tym nie przejmować (żeby jednak nie zmarnować okazji do zdjęć w takim miejscu, dwa dni po ślubie przyjechaliśmy tam na plener). Sad wiśniowy należy do Piotra Muzyka i tu Kasia i Mikołaj prosili o szczególne podziękowania za udostępnienie go na ceremonię.
Przepiękny, słoneczny dzień pełen wzruszeń i rodzinnego ciepła przyćmił brak białych kwiatków. Obraz Kasi idącej pod rękę z Tatą, z przepiękną suknią falującą na wietrze mamy w głowach do dziś. Wejściu towarzyszyły skrzypce i motyw przewodni z Gry o Tron. Po uroczystości odbyło się kameralne wesele na kilkadziesiąt osób, które rozkręcił nasz serdeczny kolega Mateusz Dworczak (z nim impreza nie może się nie udać).
Kasiu, Mikołaju dziękujemy, że mogliśmy być z Wami w tak niezwykłym dniu.

Linki i informacje o ślubie znajdziecie na końcu wpisu :).

kasmikslub_0001 kasmikslub_0002 (więcej…)

Ania i Kuba odezwali się do nas na miesiąc przed swoim ślubem i nie mieli niczego poza wybranym kościołem i godziną ślubu (no i pomysłem na przyjęcie). To nie była taka pierwsza sytuacja w naszej karierze, choć na pewno znaleźli się w pierwszej trójce jeśli chodzi o sprawność i szybkość organizacji.
Ostatecznie wyszło pięknie i od początku wierzyliśmy, że tak właśnie będzie. To kolejny ślub z gatunku DIY (podobnie było u Kasi i Piotrka), który mieliśmy okazję fotografować. Dekoracje z igliwia, drewna i wstążek ozdobiły altanę na działce Cioci. Florystyką zajęła się Siostra Ani, zaproszeniami ze zdjęciem z naszej sesji narzeczeńskiej sama Ania.
Kuba ubrał granatowy garnitur i drewniane dodatki (muchę, spinki i poszetkę – tak poszetkę!). W stylizacji Ani najbardziej urzekała modułowa suknia (osobna spódnica, którą na przyjęciu zmieniła na krótszą) i naszyjnik z dzikich pereł, który ozdobił jej plecy.
Para pojechała do ślubu czerwonym maluchem swojego ukochanego Dziadka, który wraz z małymi Druhnami, poprowadził Anię do ołtarza.
Na przyjęciu było ognisko, domowe burgery i naked cake. Nawet DJ, który normalnie nie grywa na weselach dał się namówić na zagranie na tak klimatycznym przyjęciu.
Sznury żarówek rozświetliły parkiet na świeżej trawie. Było magicznie, kameralnie i niestandardowo, czyli tak, jak kochamy najbardziej! Jak widzicie wcale nie trzeba wydawać tysięcy na własny ślub. Jeśli macie ochotę na coś bardziej niszowego to mnóstwo rzeczy możecie zrobić z pomocą rodziny i przyjaciół. Najważniejsze są przecież emocje i wspomnienia, które zostaną Wam z tego dnia.

0002_gurdy
0003_gurdy
(więcej…)

O tym ślubie moglibyśmy pisać i pisać.. Kasia i Piotrek to dwójka niezwykłych, artystycznych dusz. Najważniejsi są dla nich są przyjaciele, rodzina oraz przedmioty z historią. Cały ślub był DIY, na działce przyjaciółki Pary. Od rana dziewczyny układały kwiaty a chłopaki przygotowywali namioty, sałatki i mięso na grilla. Kasia to niezwykle utalentowana graficzka, (właściwie nie ma dla niej chyba dziedziny, w której by sobie nie poradziła) papeteria, plan stołów, genialne drogowskazy, florystyka, część ciast, opaska na włosy, pudełko na obrączki oraz wiele innych to jej dzieło. Wszystko było tak piękne i spójne, jakby wyszło spod ręki dekoratorów. Nie można zapomnieć o wkładzie Mamy, która upiekła ciasteczka z kandyzowanymi fiołkami i przepiękny naked cake, a przepyszne nalewki jej autorstwa (morelowa!) zastąpiły tradycyjne alkohole. To był kolejny ślub, na którym poczuliśmy się, jakbyśmy przyszli do swoich znajomych. Siedząc przy wspólnym stole i popijając lemoniadę rabarbarową poznawaliśmy przyjaciół Kasi i Piotrka a zdjęcia robiły się same..
Zwykły album do nich nie pasował, dlatego też na pierwszej stronie znalazł się cytat live long and prosper, w końcu ich pies wabi się Worf ;). A żeby nie było tak idealnie to.. ślub przesunął się o pół godziny przez bukiet, który trzeba było ułożyć. Kasiu, Piotrku, dziękujemy za ten dzień.
Wybaczcie ilość zdjęć detali ale nie można było ich nie pokazać :).

Zapraszamy też na bloga Kasi: https://antilight-craft.blogspot.com/

001_K_P (więcej…)

Ten ślub to chyba kwintesencja sformułowania dopięty na ostatni guzik. Tu wszystko było perfekcyjne – od otoczenia, w którym odbywała się ceremonia, przez suknię, kwiaty i papeterię po przeurocze druhny i pięknych ludzi. Możemy śmiało powiedzieć, że Głęboczek to jedno z najpiękniejszych miejsc, w którym mieliśmy okazję robić reportaż.
Tatiana miała niezwykłą suknię  a właściwie spódnicę i bluzkę) z grubej, gipiurowej koronki uszytą przez Mambaczarna. Projektantka stworzyła także fantastyczne tiulowe spódniczki dla druhen. Liczymy, że ta amerykańska tradycja zagości u nas na stałe bo dla fotografa nie ma nic piękniejszego niż taka spójna świta Pary Młodej. To właśnie dbałość o detale  i przemyślane, spójne dekoracje tworzą reportaże na najwyższym poziomie. Oczywiście nie muszą być wykonane przez dekoratorów, trend DIY jest równie modny i wspaniale się prezentujący, co pokazywaliśmy już nie raz na naszym blogu (na przykład u Kurek).
Nie sposób nie wspomnieć także o wspaniałych kompanach przygotowań Tatiany – dwóch uroczych buldogach francuskich wabiących się Louis i Carlos. Możecie śledzić ich poczynania na profilu The Frenchie Brothers. Buldogi pojawiły się na księdze gości a także zainspirowały nas do stworzenia całego setu, który oddaliśmy Parze (etui i koperty na płyty).
Zapraszamy do oglądania.

miejsce wesela i ceremonii: Głęboczek Vine Resort&Spa
s
uknia Tatiany i druhen: Mambaczarna
k
wiaty: Kwiaty&Miut
buty Tatiany: Dior
bransoletka: Lilou
papeteria: Bukiet&Wstążka

(więcej…)

Dzisiaj będzie wyjątkowo Dziś o swoim wielkim dniu opowie sama Panna Młoda! To najdłuższy wpis na naszym blogu ale warto przeczytać go do samego końca. Nic nie dopełnia zdjęć tak bardzo jak emocjonujący opis bezpośrednio zaangażowanych w ślub osób. Zapraszamy!

 

Na nasz ślub zdecydowaliśmy się spontanicznie, tak spontanicznie jak tylko można podjąć taką decyzję po osiemnastu latach. Od początku do końca miała to być nieformalna impreza i okazja do spotkania z naszymi bliskimi.

Wybór miejsca ślubu i wesela był dla nas oczywisty – moi rodzice są właścicielami przeuroczej Agroturystyki – Gzinianka. Nie było innej opcji jak wesele w Domu. Domu przez duże D, bo po wyjeździe z Polski to jest właśnie ten Dom, do którego się wraca. Historia, którą będziemy pewnie przytaczać przez resztę życia jako anegdotę, zdarzyła się dokładnie na tydzień przed ślubem. Przez Gziniankę przeszło tornado. W pięć minut roczne przygotowania rodziców, pielęgnowane kwiaty, malowany trawnik – wszystko to zostało przywalone połamanymi drzewami i grubą warstwą liści… Śmialiśmy sie, że jeśli wierzyć w znaki to chyba właśnie teraz ktoś próbuje nam coś powiedzieć. Ale nie posłuchaliśmy, następny tydzień odgruzowywaliśmy Gziniankę.

W sobotę pogoda była piękna. Wszyscy od rana byliśmy w biegu (dosłownie) – dekorowaliśmy salę, ktoś jechał po brakujące zakupy, goście, którzy przyjechali wcześniej z UK pomagali wiązać kokardki, układać kwiaty. Maciej dekorował altanę w lesie (niespodzianka dla mnie) – istny cyrk.

Na szczęście ja musiałam uciec “zrobić sobie głowę” a potem “zrobić sobie twarz”. Po powrocie szybko wbiłam się w sukienkę (o Niej za chwilę), ścięłam dzikie róże na bukiet (szczęśliwie kilka ocalało) i naprzód!

(więcej…)